Zrobiłem to. Dzisiaj, 15 maja 2015 r. rusza pierwsza w Polsce prywatna kancelaria legislacyjna. Dzisiaj dokonałem pierwszego wpisu, w pierwszym blogu dotyczącym wyłącznie legislacji.

Dlaczego ja? Dlatego, że legislacja to moja pasja, to moja prawie dwudziestopięcioletnia praktyka i bagaż doświadczeń zebranych w wielu ważnych wydarzeniach i projektach związanych z legislacją. Pracując w Biurze Legislacyjnym Kancelarii Sejmu i w Rządowym Centrum Legislacji nie raz zajmowałem się przypadkami skomplikowanymi, obszernymi nietypowymi, czy też takimi, których społeczna doniosłość i przeciwstawność poglądów zwolenników i przeciwników danych propozycji, budziła skrajne emocje. Czasami w takich sprawach trzeba było nadzwyczajnych poświęceń (praca po kilkanaście godzin dziennie przez kilkanaście dni) albo znajdowania nowych rozwiązań legislacyjnych (projekt ustawy nowelizującej nowelizację nowelizacji ustawy). Przyjaciele legislatorzy mówili, że to „legislacja ekstremalna”, a całkiem niedawno zostałem nawet nazwany „Gagarinem legislacji”. Skoro tak, to podejmuję się nowego wyzwania, przechodzę w inny stan „legislowania” – prywatny. Przy tej okazji, mam nadzieję, że zdziałam też coś dla środowiska.

Dlaczego właśnie teraz? Bo czas najwyższy. Legislacja powinna mieć swoje wyraźnie odrębne miejsce na rynku usług prawniczych. Powinna mieć także miejsce w Internecie. Ten projekt tkwił we mnie już pewien czas, a do jego realizacji oprócz zapału i wiedzy trzeba jeszcze siły i sprawności. Niedługo będę już 50+, więc dłużej już nie mogłem czekać.

O co chodzi z tytułem wpisu? Otóż legislacja jest państwowa, publiczna, budżetowa, administracyjna, oparta co do zasady na strukturach państwowych. Na aplikację legislacyjną może być przyjęty wyłącznie członek korpusu służby cywilnej, urzędnik państwowy, żołnierz zawodowy, funkcjonariusz służb lub pracownik samorządowy (§ 8 świeżutkiego rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 29 kwietnia 2015 r.  w sprawie aplikacji legislacyjnej (Dz. U. poz. 587), a i to pod warunkiem, że zostanie skierowany przez urząd, w którym jest zatrudniony. Prawie bez wyjątku legislatorzy zatrudnieni są w „budżetówce”. Legislacja jest więc właściwie całkowicie zależna od państwa i jego instytucji. Mimo tego, że legislacja i praca legislatorów to kwintesencja i crème de la crème zadań wykonywanych przez państwo, pojęcie legislacji i zawód legislatora są mało rozpoznawalne w społecznym odbiorze. Rejestrując Kancelarię legislacyjną WZ, każdemu postronnemu musiałem cierpliwie tłumaczyć co to jest i na czym polega legislacja. I nie dotyczy to wyłącznie ludzi bez prawniczego obycia. Często jako anegdotę przywołuję mój udział w charakterze świadka w pewnym cywilnym postępowaniu nieprocesowym i długą chwilę wyraźnie zauważalnej konsternacji sędziego, kiedy na pytanie o zawód odpowiedziałem – legislator. Już się pewnie domyślacie. Chcę na własnej skórze sprawdzić, czy legislacja może funkcjonować niezależnie od struktur państwowych, czy może wybić się na niezależność od nich, a wreszcie, czy da się z niej wyżyć, nie pracując na państwowym etacie.

Myślę, że z powodu wyżej przedstawionych uwarunkowań, legislacja i legislatorzy nie mają też miejsca i narzędzi dla rozwijania dyskusji, ucierania poglądów, bieżącej pomocy w rozstrzyganiu praktycznych problemów legislacyjnych, tak jak inne dziedziny działalności prawniczej i zawodów prawniczych. Zapraszam do śledzenia tego bloga. Klikajcie, komentujcie, zadawajcie pytania. Kolejne wpisy nie będą już tak osobiste, ale podejmować będą konkretne problemy z praktyki legislacyjnej i tego co merytorycznie związane jest z legislacją.
Początki są skromne ale obiecuję że jeśli przetrwam do końca roku, to rozbuduję tę stronę o inne funkcje związane z wiedzą na tematy legislacyjne.

Aha, dziękuję Żonie, że zaakceptowała moje przedsięwzięcie.

Włodzimierz Zając