Ostatnie tygodnie to wewnętrzna walka, czy i jak odnieść się do tego, co przewala się przez legislację, tego co jest przejawem niewidzianych naruszeń zasad tworzenia prawa, tego co rzutuje na codzienne życie legislatora, tego co niesie nieprzewidywalne skutki na przyszłość, dla procesów prawodawczych i stosowania prawa. Przemyślenia i wnioski pojawiające przy tej okazji są raczej (eufemizm) pesymistyczne. Nie mogą być inne, skoro wartości, które służą mi do tłumaczenia reguł opracowywania i oceny projektów aktów normatywnych, zostały zakwestionowane i brak jest realnych instrumentów pozwalających przywrócić właściwą hierarchię i powszechną akceptację tych wartości. Moje odczucia są tym bardziej emocjonalne, że odnoszę je do własnych doświadczeń i zdarzeń, w których uczestniczyłem.

Przysłuchując się dyskusjom toczącym się wokół obrad Sejmu w Sali Kolumnowej znowu mógłbym powiedzieć, że wszystko już było. Tak jak we wpisie z 9 października („Legislacja w ciemno …”) pisałem, że procedowano ustawy w oderwaniu od ustaw zawierających przepisy wprowadzające w życie te ustawy i że było to dopuszczalne, tak teraz mówię, że uczestniczyłem w obradach Sejmu odbywających się w Sali Kolumnowej Sejmu i nie było w tym żadnego deliktu. Mało tego, na rzeczonej Kolumnowej miałem też do czynienia z sytuacją, bardziej ekstremalną niż wątpliwości, czy obrady Sejmu mogą się toczyć poza salą plenarną. Wszystko już było, a ocena tego zależy od powodu, z jakiego się to wydarzyło, jak rozwiązano problem i jakie skutki to miało na przyszłość.

12 sierpnia 2010 r. Sejm zebrał się na jednodniowym, 73. posiedzeniu w Sali Kolumnowej w związku powodzią, jaka miała miejsce w tym czasie. W porządku obrad były dwie ustawy „powodziowe” (sprawozdanie stenograficzne). Ponieważ trwała wakacyjna przerwa w pracach parlamentu, na sali plenarnej prowadzono prace remontowe. Zwołano więc dodatkowe posiedzenie z miejscem obrad – Sala Kolumnowa. Przystosowano ją techniczne dla potrzeb całego Sejmu, łącznie z miejscami dla przedstawicieli rządu. Wszyscy się zmieścili i starczyło jeszcze miejsca na kamery transmitujące przebieg obrad. Jak wynika z dokumentów dotyczących tego posiedzenia wzięło w nim udział ponad 330 posłów. Było dość ciasno (krzesło obok krzesła) ale nie było jakiegoś dużego dyskomfortu. Głosowano i liczono „ręcznie”. Jak to się ma do tego, co działo się 17 grudnia tego roku. Czy warto przywoływać opisany przeze mnie precedens dla uzasadnienia obrad nad przyjęciem budżetu na rok 2017.

Inny przykład moich nietypowych przygód z Sali Kolumnowej, to obrady połączonych Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Samorządu Terytorialnego z maja 1998 r., rozpatrujących rządowy projekt ustawy o wprowadzeniu zasadniczego trójstopniowego podziału terytorialnego państwa (druk nr 230 III kadencja). Stan faktyczny był taki. Niezwykle burzliwe i emocjonalne obrady w sprawie reformy podziału kraju na województwa. Posłowie przerzucali się pomysłami na województwa i siedziby ich władz. Głosowano nawet poprawkę, aby siedziba władz samorządowych województwa małopolskiego była w Pcimiu (tym skąd jest ciotka Johna Cleese`a). Jako, przedstawiciel Biura Legislacyjnego rozstrzygałem kwestię, czy taką poprawkę można głosować. Nie widziałem przeciwwskazań. W pewnym momencie pojawił się jednak problem dużo większy. Sekretariaty komisji, przeliczające wyniki głosowań poinformowały, że w kilku głosowaniach głosowało więcej posłów, niż jest uprawnionych na podstawie z listy obecności. Konsternacja totalna. Przewodniczący obradom połączonych komisji ogłosił przerwę i zwrócił się do Biura Legislacyjnego o pisemną opinię, co zrobić z tym głosowaniami. Podejrzewam, że była to jedna z najszybciej opracowanych opinii prawnych. Na kartce w kratkę, wyrwanej z notatnika formatu zeszytu szkolnego przygotowałem w ciągu kilku, góra kilkunastu minut odręczną notatkę z konkluzją, że głosowania należy unieważnić, a stojący za mną Dyrektor BL przybił pieczątkę dla dodania jej urzędowej mocy. Po przerwie Przewodniczący zapoznał poselstwo z treścią opinii i unieważnił głosowania z „superatą” glosujących. ( Zapis zdarzeń biuletyny komisji połączonych nr 35 – koniec i 36 – początek. Dla niewtajemniczonych – w Sali kolumnowej, jak z nazwy wynika, jest sporo kolumn z za których, pojawiały „nadprogramowe” głosujące ręce posłów.)

Innych wspomnień Kolumnowej mam jeszcze całe mnóstwo, ale łączy je jedno, głos legislatora, prawnika (eksperta) był nieskrępowany, niezależny, słuchany, a wtedy, kiedy siła argumentów prawnych (konstytucyjnych, systemowych) była oczywista i jednoznaczna – był brany pod uwagę. Bo przejmowano się wartościami i zasadami stanowienia prawa – tymi literalnie wyrażonymi w konkretnych przepisach i tymi wywodzonymi z zasad demokratycznego państwa prawnego, zwłaszcza z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego. Co nam pozostaje dzisiaj? Wiara, że powrócimy do tego stanu. Bo to nie jest uzurpacja wyższości jakiejś namaszczonej kasty, działającej w obronie własnych i interesów, tylko mechanizm gwarantujący ochronę zasad ustrojowych i praw ustalonych w Konstytucji.

Wszystkiego świątecznego

WZ