Problem, który poruszę nurtuje mnie już od wielu lat. Ostatnio powrócił, kiedy w internecie, z opóźnieniem, którego nie potrafię wytłumaczyć, wypatrzyłem Księgę jubileuszową na XX-lecie Polskiego Towarzystwa Legislacji LEGISLACJA CZASU PRZEMIAN, PRZEMIANY W LEGISLACJI wydaną przez Wydawnictwo Sejmowe. Ten ciekawy tytuł dla mnie jest wieloznaczny. Mogę go odczytywać, jako afirmację trudu i efektów działania rzeszy legislatorów uczestniczących w procesie zmian naszej prawnej rzeczywistości, ale mogę go też traktować, jako tezę do dyskusji, czy legislacja podołała zadaniom, jakie przed nią postawiono. W tym kontekście stają mi przed oczami obowiązujące ustawy, których data przyjęcia sięga lat osiemdziesiątych. Od mniej więcej dwóch dekad razi mnie, że spora liczba, ważnych ustrojowo, systemowych ustaw uchwalona została przez socjalistyczne państwo, w tym zwłaszcza w okresie stanu wojennego.

Kilka faktów. Obecnie obowiązują:

  • ustawa z dnia 21 grudnia 1978 r. o odznakach i mundurach,
  • ustawa z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych,
  • ustawa z dnia 25 września 1981 r. o przedsiębiorstwach państwowych,
  • ustawa z dnia 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych,
  • ustawa z dnia 14 lipca 1983 r. o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach,
  • ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe,
  • ustawa z dnia 6 kwietnia 1984 r. o fundacjach.

Do powyższej listy można by dorzucić kilka kodeksów i innych „drobniejszych” ustaw, ale wypunktowałem te, które budzą szczególne zdziwienie, że obowiązują, mimo tak głębokich zmian w naszym systemie. Moim zdaniem to wstyd, że organy wolnej Polski w zakresie odznak, mundurów, godła, barw, hymnu pieczęci posługują się prawem nadanym w okresie „późnego” Gierka. Jest mi przykro ze świadomością, że status pracownika urzędu państwowego określa ustawa z 1982 r., a więc z okresu stanu wojennego. Gotuję się, ilekroć mam do czynienia z Prawem prasowym ze stycznia 1984 r., kiedy pamiętam, kto w owym czasie był decydentem w zakresie ustawy i jakie metody stosował. (Dla młodszych – twarzą tej ustawy jest dla mnie Jerzy Urban.)

Nie jest przekonujący argument, że przecież ustawy zostały dostosowane do obecnych zasad. Z formalnego punktu widzenia, mimo wielu tekstów jednolitych, jedynym urzędowym źródłem prawa są ustawy pierwotne ze zmianami wprowadzonymi po ich wejściu w życie.  Zresztą, art. 3 Prawa prasowego nie uległ zmianie od początku obowiązywania ustawy i brzmi: Pracownik poligrafii oraz kolportażu nie może ograniczać ani w jakikolwiek inny sposób utrudniać drukowania i nabywania przyjętych przez przedsiębiorstwo do druku i rozpowszechniania dzienników, czasopism lub innych publikacji prasowych z powodu ich linii programowej albo treści. Przecież jego pierwotne ratio legis i zastosowanie było zupełnie inne niż dzisiaj. Z kolei art. 49 ma niezmienną od 1 lipca 1984 r. treść: Kto narusza przepisy art. 3, 11 ust. 2, art. 14, 15 ust. 2 i art. 27 –  podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Czy cytowane przepisy spełniają wymogi konstytucyjne i wymogi prawidłowej legislacji? Pytanie czysto retoryczne.

Czy legislacja czasu przemian nie mogła takich ustaw uchylić i przyjąć nowe, spełniające standardy demokratycznego państwa prawnego? Jakaż inercja pozwoliła prl-owskim ustawom zachować moc. Komu zależy, żeby one trwały. (Chyba tylko tym, którzy szukają argumentów na udowodnienie różnych spiskowych teorii o genezie i korzeniach III RP.) Naprawdę żałuję, że przemiany w legislacji nie spowodowały, iż ustawy z czasu stanu wojennego nie zostały wyeliminowane z obrotu prawnego. Może to jednak nie jest takie oczywiste. Przecież niedoścignionym wzorcem dobrej ustawy jest dla wielu (z różnych opcji politycznych) ustawa z dnia 23 grudnia 1988 o działalności gospodarczej tzw. „ustawa Wilczka”, której duch przywoływany jest obecnie przy pracach nad „konstytucją dla biznesu”, a która formalnie powstała jeszcze w państwie demokracji socjalistycznej. Może data uchwalenia ustawy nie ma znaczenia. Może jestem odosobniony w swoim systemowym puryzmie.

Moje osobiste doświadczenie skłania do konstatacji, że wniosków z powyższych refleksji i odpowiedzi na postawione pytania należy poszukiwać w innym miejscu niż sfera przemian w legislacji. Katalog obowiązujących ustaw i ich treść, to przede wszystkim konsekwencja decyzji politycznych. Ustawy z PRL-u będą obowiązywać dopóty, dopóki polityczni decydenci nie podejmą świadomej decyzji o ich uchyleniu. Stawiam jeszcze jeden warunek. Nowe ustawy muszą spełniać wszelkie standardy wypracowane w demokratycznym państwie prawnym i wyrażane w licznych szczegółowych zasadach zawartych w zasadzie prawidłowej legislacji.

Kończę przekornie pozdrowieniem z czasów peerelowskiej legislacji: Niech się święci 1 Maja.

WZ